Wystarczy kilka chłodniejszych dni i zmienia się nie tylko szafa, ale też sposób, w jaki odbieramy zapach. Ciepło przyspiesza odparowywanie perfum, a w niższych temperaturach gęstsze kompozycje rozwijają się wolniej. Dlatego jesienią tak dobrze wracają wanilia, tonka, drewno, żywice, kawa, miód czy tytoń. Mają czas pokazać więcej niż tylko pierwszą głośną słodką falę.
To jednak nie znaczy, że istnieje jeden uniwersalny „jesienny zapach”. Wręcz przeciwnie.
Jesień może pachnieć kremową wanilią Burberry Goddess, kadzidłem Boss Bottled Elixir, mlecznym karmelem Lattafa Eclaire albo tytoniem i miodem Xerjoff Naxos. I to właśnie różnice między nimi są znacznie ciekawsze niż kolejna lista perfum, które mają w opisie słowo „warm”.
Wybraliśmy jedenaście zapachów z trzech światów – designer, orient i nisza – i sprawdziliśmy, co właściwie tworzy w nich ten jesienny efekt.
Designer: kiedy chcesz ciepła, ale niekoniecznie deseru
Perfumeria designerska jedno potrafi bardzo dobrze: wziąć składniki, które same w sobie mogłyby wydawać się ciężkie, i wygładzić je tak, żeby pozostały łatwe w noszeniu.
Dlatego jesień rozgrywa się tu często nie tylko między wanilią a karmelem. Znacznie ważniejszy bywa kontrast.
Emporio Armani Stronger With You Intensely: dlaczego kasztan wydaje się „cieplejszy” niż zwykła wanilia
Przy Stronger With You Intensely łatwo powiedzieć, że jest słodki i waniliowy. Znacznie ciekawszy jest jednak akord kasztanowy, który stał się jednym ze znaków rozpoznawczych całej linii Stronger With You.
Kasztan nie jest klasycznym surowcem perfumeryjnym w sensie „wyciśniemy z niego esencję i wlejemy do perfum”. To akord – czyli kombinacja materiałów aromatycznych stworzona tak, by przypominała określone wrażenie. W tym przypadku coś lekko prażonego, orzechowego, słodkawego i miękkiego.
Właśnie dlatego zapach daje tak szczególne wrażenie ciepła. Wanilia dodaje słodyczy, ale to kasztan buduje atmosferę. Obok niego stoi różowy pieprz, lawenda i szałwia, więc perfumy wciąż trzymają aromatyczny, męski szkielet. Sam Armani opisuje Stronger With You Intensely jako ciepły, korzenny zapach drzewny i to właśnie kontrast między słodkim kasztanem a aromatycznymi ziołami sprawia, że nie działa jak zwykły waniliowy gourmand.
Innymi słowy: gdyby w zapachu została sama wanilia, pewnie byłby przyjemny. To kasztan daje mu osobowość.
YSL Libre Le Parfum: dlaczego lawenda ratuje słodkie perfumy
Przy Libre Le Parfum ciekawa jest już sama baza całej linii Libre. YSL zbudował zapach na napięciu między lawendą a kwiatem pomarańczy – czyli między składnikiem historycznie mocno związanym z perfumerią aromatyczną i męską a wyraźnie kwiatowym, zmysłowym tonem.
Le Parfum celowo „ogrzewa” pierwotny koncept.
Do bergamotki, mandarynki i imbiru dochodzi szafran, w sercu zostają lawenda i kwiat pomarańczy, a baza opiera się na wetywerii, tonce, akordzie miodowym i wanilii bourbon.
To właśnie lawenda jest ważniejsza, niż może się wydawać. Słodka kompozycja bez kontrastu łatwo zlewa się w jedną miękką masę. Aromatyczna lawenda daje jej ostrą krawędź. Dlatego Libre Le Parfum może zawierać miód, tonkę i wanilię, a wciąż nie działać jak czysty gourmand.
Ciekawy jest też szafran. YSL używa akordu szafranowego związanego z ogrodami społecznymi Ourika w Maroku, a w wersji Le Parfum uczynił z niego jedną z głównych różnic całej kompozycji. Jest lekko suchy, korzenny i potrafi optycznie „przyciemnić” słodkie tony.
Więc nie, Libre Le Parfum nie jest jesienny tylko dlatego, że ma wanilię.
Jest jesienny przede wszystkim dlatego, że słodyczy przeciwstawia coś chłodniejszego, bardziej suchego i korzennego.
A kontrast bywa w perfumerii prawie zawsze ciekawszy niż ilość cukru.
Burberry Goddess: trzy wanilie to nie to samo co trzy razy więcej wanilii
Burberry Goddess to świetny przykład tego, dlaczego lista składników mówi czasem mniej niż sam koncept.
Burberry mówi o niej jako o zapachu gourmand zbudowanym na trio wanilii, które uzupełnia lawenda.
To jednak nie znaczy, że marka po prostu użyła „dużo wanilii”. Różne materiały waniliowe mogą uwypuklać różne strony tego samego surowca – kremową, słodką, drzewną, balsamiczną albo pudrową. Perfumiarz może więc warstwować wanilię podobnie, jak w kuchni pracuje się z jednym składnikiem na kilka sposobów.
I właśnie dlatego Goddess wydaje się ciekawsza niż klasyczne równanie wanilia = cukier.
Lawenda działa dodatkowo jak mały hamulec. Do kremowej bazy wnosi aromatyczną czystość i nie pozwala, żeby perfumy pachniały całkiem jadalnie.
To wciąż waniliowy zapach. Bardzo waniliowy.
Pokazuje tylko, że pytanie „lubisz wanilię?” jest w perfumerii właściwie trochę nieprecyzyjne.
Którą wanilię?
To znacznie lepsze pytanie.
Hugo Boss Bottled Elixir: cukier nie jest potrzebny
A potem jest Boss Bottled Elixir, który trochę psuje cały argument o „słodkiej jesieni”.
I dobrze robi.
Oficjalna kompozycja opiera się na kadzidle i kardamonie na starcie, wetywerii i paczuli w sercu oraz drzewie cedrowym w bazie. Żadnej praliny. Żadnego karmelu. Żadnego miodu.
A mimo to działa ciepło.
Dlaczego?
Bo wrażenie ciepła w perfumach nie musi powstawać przez słodycz. Kadzidło może działać żywicznie, dymnie i lekko mineralnie. Kardamon wnosi suche przyprawy. Wetyweria bywa ziemista i drzewna, a cedr zakotwicza kompozycję.
Efektem jest zupełnie inne wyobrażenie jesieni.
Nie tort.
Drewno, suche liście, przyprawy, dym.
I może właśnie Boss Bottled Elixir najlepiej pokazuje, dlaczego nie warto wybierać jesiennych perfum wyłącznie po wanilii w piramidzie.
Zapachy orientalne: gourmand dawno nie jest już tylko „słodkimi perfumami”
Nowoczesne marki orientalne zrobiły z perfumerią gourmand ciekawą rzecz.
Przestały się tłumaczyć z tego, że jest słodka.
Mleko, kawa, pralina, daktyle czy karmel nie są tu drobnym detalem gdzieś w bazie. Często są głównym wydarzeniem.
A potem wchodzą naprzeciw nim drewna, przyprawy albo żywice i całość robi się znacznie ciekawsza.
French Avenue Liquid Brun: co robi elemi obok wanilii?
Na pierwszy rzut oka Liquid Brun wygląda dokładnie tak, jak oczekujesz od współczesnych słodkich perfum orientalnych: cynamon, kardamon, wanilia bourbon i pralina.
Tyle że między nimi siedzi jeden mniej oczywisty składnik – elemi.
French Avenue podaje w głowie cynamon, bergamotkę, kardamon i kwiat pomarańczy, w sercu wanilię bourbon i elemi, a w bazie pralinę, ambroksan, piżmo i drzewo gwajakowe.
Elemi to żywica. I właśnie takie składniki potrafią zmienić zapach gourmand ze „słodkiego” na „słodki, ale ze strukturą”. Ma charakter cytrusowo-korzenny, lekko balsamiczny, więc między wanilią a praliną działa jak łącznik.
Podobną pracę wykonuje drzewo gwajakowe w bazie. Dodaje suchości i dymno-drzewnego wrażenia, więc słodycz ma się o co oprzeć.
Dlatego warto czytać piramidę zapachową dalej niż do pierwszej „wanilii”.
To właśnie te mniej rzucające się w oczy składniki często decydują, czy zapach przypomni ci deser, czy perfumy.
Lattafa Eclaire: perfumy, które nie próbują ukryć się przed witryną cukierni
Przy Lattafa Eclaire żadnego śledztwa prowadzić już nie trzeba.
Karmel. Mleko. Cukier.
To oficjalnie pierwsze trzy nuty. W sercu pojawia się miód i białe kwiaty, a bazę tworzy wanilia, pralina i piżmo.
Ale i tu ciekawe jest, dlaczego ta kombinacja nie brzmi jak sama lista słodyczy.
Akord mleczny jest we współczesnej perfumerii ważnym trendem właśnie dlatego, że nie tworzy wyłącznie słodyczy. Wnosi teksturę. Dzięki niemu zapach może wydawać się kremowy, gładki, czasem niemal „ubity”.
Piżmo na drugim końcu kompozycji działa podobnie. Niekoniecznie pachnie jak konkretny surowiec, który od razu rozpoznasz. Częściej buduje wrażenie miękkości i czystej skóry.
A pomiędzy są białe kwiaty.
Więc Eclaire naprawdę pachnie gourmand. Bardzo.
Ale konstrukcja perfum wciąż pracuje na kontraście między jedzeniem, kwiatami i skórą.
Inaczej moglibyśmy od razu zamówić crème brûlée.
Lattafa Khamrah: dlaczego daktyle są znacznie ciekawsze niż zwykły cukier
Khamrah opisuje się często jako „słodki korzenny zapach”. Technicznie zgadza się.
I trochę szkoda.
Najciekawszą częścią Lattafa Khamrah są bowiem daktyle i żywice.
Na starcie jest bergamotka, cynamon i gałka muszkatołowa, serce tworzy akord daktylowy, konwalia, pralina i tuberoza, a baza opiera się na prażonej tonce, benzoinie laotańskim, mirze, Akigalawood, wanilii i drzewie ambrowym.
Daktyle wnoszą inną słodycz niż na przykład karmel. Działają ciemniej, bardziej lepko, bardziej owocowo. A potem przychodzi benzoin i mirra.
Benzoin to żywica, która może przypominać wanilię, balsam albo lekko karmelowy ton, ale ma znacznie bardziej żywiczną głębię. Mirra jest za to bardziej sucha, aromatyczna i czasem lekko dymna.
To właśnie ta kombinacja sprawia, że Khamrah nie jest tylko praliną z cynamonem.
W pierwszej chwili zaproponuje ci słodycz.
A pod nią schowany jest żywiczny mrok.
To znacznie ciekawsze.
Khamrah Qahwa: co robi z perfumami jeden gorzki element
Khamrah Qahwa to piękny mały eksperyment.
Bierzesz słodkie DNA oryginalnej Khamrah i dodajesz kawę.
Mogłoby się wydawać, że powstaną jeszcze słodsze perfumy „coffee shop”. Tyle że kawa ma jedną użyteczną cechę: potrafi wnieść gorycz i prażony kontrast.
Qahwa zaczyna od imbiru, cynamonu i kardamonu. W sercu ma pralinę, kandyzowane owoce i białe kwiaty. A dopiero w bazie pojawia się arabica, tonka, piżmo, benzoin i wanilia.
Dlatego kawa nie musi przy pierwszym powąchaniu wystrzelić jak espresso.
Jest raczej częścią pogłosu.
I to dobre przypomnienie, jak piramidy zapachowe naprawdę działają: to nie rozkład jazdy. Nie znaczy to, że dokładnie w dziesiątej minucie wyłącza się cynamon, a włącza kawa. Nuty nakładają się na siebie, a nasze odczucie zmienia się w trakcie wysychania perfum.
Qahwa nie jest więc „Khamrah + kawa”.
To ta sama słodka myśl ze znacznie ciemniejszym cieniem.
Nisza: kiedy perfumy nie muszą wszystkiego wygładzić
Perfumeria niszowa jest ciekawa właśnie tam, gdzie pozwala sobie zostawić niektóre krawędzie.
Oud może zostać wyrazisty. Skóra nie musi być delikatna. Tytoń nie musi być tylko słodkim dodatkiem.
A jesienią takie materiały mają idealne warunki.
Montale Arabians Tonka: dlaczego róża i oud działają tak dobrze
Arabians Tonka ma na papierze niemal konfliktowy skład.
Bergamotka i szafran na górze. Róża i oud w środku. A w bazie tonka, ambra, mech dębowy, skóra, brązowy cukier i białe piżmo. Sam Montale określa ją jako intensywną i buduje na połączeniu tonki, róży, oudu i skóry.
Ale dlaczego róża i oud?
Bo to jedna z klasycznych par kontrastowych perfumerii. Róża wnosi miękkość, słodycz i kwiatową okrągłość. Oud może być drzewny, dymny, ziemisty albo lekko zwierzęcy. Obok siebie wzajemnie się uwypuklają.
A potem przychodzi tonka.
Tonkę opisuje się jako waniliową, ale może mieć też aspekty migdałowe, tytoniowe albo lekko przypominające siano. Dlatego potrafi połączyć słodycz brązowego cukru ze znacznie ciemniejszą skórą i oudem.
Arabians Tonka nie jest ciekawa tym, że jest mocna.
Jest ciekawa tym, ile różnych kierunków potrafi utrzymać razem.
Xerjoff Naxos: tytoń, który zaczyna się od cytryny
Może najsprytniejsze w Xerjoff Naxos jest to, że nie zachowuje się jak typowe ciężkie perfumy tytoniowe.
Xerjoff stworzył go jako część kolekcji 1861 poświęconej zjednoczeniu Włoch, a sam Naxos jest hołdem dla Sycylii.
To wyjaśnia też nietypową kombinację składników.
Zaczyna od cytryny, bergamotki, lawendy i kadzidła omańskiego. Dopiero potem wchodzi jaśmin sambac, miód, cynamon i akord kaszmirowy, a w bazie wanilia, liść tytoniu i tonka.
To znaczy, że perfumy robią coś sprytnego: zanim pokażą ci tytoń, wpuszczają do środka światło.
Cytrusy i lawenda tworzą świeży aromatyczny początek. Miód stopniowo go zagęszcza. A tytoń pojawia się dopiero w cieplejszej bazie.
Poza tym liść tytoniu w perfumerii to nie to samo co dym papierosowy. Może działać słodkawo, sucho, aromatycznie albo lekko siano-miodowo. Obok wanilii i tonki Naxos wydaje się więc raczej bogaty niż zadymiony.
Może właśnie dlatego działa też u osób, które twierdzą, że „nie lubią perfum tytoniowych”.
Może po prostu trafiły dotąd na zły tytoń.
Mancera Red Tobacco: perfumy, które uczą, żeby nie oceniać zapachu po trzydziestu sekundach
A potem jest Red Tobacco.
Jeśli któryś zapach w tym zestawieniu potrzebuje czasu, to właśnie ten.
Mancera złożyła na start szafran, cynamon, kadzidło, gałkę muszkatołową, białą brzoskwinię, zielone jabłko i oud nepalski. Potem przychodzi paczula i jaśmin, a bazę tworzy tytoń, ambra, drewno, wetyweria, wanilia i białe piżmo.
Jest tego dużo.
I pierwsze minuty o tym wiedzą.
Ale właśnie Red Tobacco to dobry powód, żeby nigdy nie oceniać perfum zaraz po psiknięciu. Alkohol odparowuje, bardziej lotne materiały znikają szybciej, a cięższa baza zaczyna się przebijać dopiero stopniowo.
To, co na początku jest ostre, korzenne i głośne, po pół godziny może działać zupełnie inaczej.
I to chyba najbardziej praktyczna rada z całego artykułu:
Kiedy testujesz wyrazisty jesienny zapach, daj mu czas.
Psiknij.
Przejdź się.
Wróć do niego. Papierek testowy ci nie ucieknie.
Czego właściwie szukać w jesiennych perfumach?
Może nie konkretnego składnika.
Raczej efektu.
Chcesz czegoś miękkiego i kremowego? Wtedy warto szukać wanilii, akordów mlecznych, tonki albo piżma. Burberry Goddess i Lattafa Eclaire pokazują dwie zupełnie różne wersje tej samej myśli.
Chcesz ciepła bez wrażenia deseru? Rozglądaj się za drewnem, kadzidłem, wetywerią i przyprawami. Boss Bottled Elixir to dokładnie ten przypadek.
Chcesz słodyczy, która ma ciemniejszą stronę? Wtedy ciekawe stają się żywice, daktyle, kawa albo oud. Tu dochodzą do głosu Khamrah, Khamrah Qahwa, Liquid Brun albo Arabians Tonka.
A jeśli lubisz tytoń, i tam nie ma jednej odpowiedzi. Naxos otula go miodem, cytrusami i lawendą. Red Tobacco wysyła go między kadzidło, oud, przyprawy i drewno.
Ten sam sezon.
To samo słowo „jesienny”.
A zupełnie inne doświadczenie.
Może dlatego nie ma sensu szukać jednych najlepszych jesiennych perfum.
Znacznie ciekawiej jest sprawdzić, co dokładnie chcesz jesienią czuć.
Wanilię? Kawę? Dym? Przyprawy? Tytoń?
Albo spokojnie wszystko naraz.
Najpopularniejsze
Dlaczego pachniemy jak deser? Perfumy gourmet podbiły TikToka